Szczęśliwie, po dwóch latach, udało mi się wrócić do „Razowców”, do Głuchołaz. Tym razem, nie było już ze mną obaw o to, jak będzie, ponieważ wiedziałem, że musi być dobrze i tak było…Co prawda na samym początku, bo jeszcze w Chybiu, mieliśmy mało ciekawą przygodę – popsuł się jeden z autokarów, ale szybko udało się zorganizować transport zastępczy i wszyscy szczęśliwie dotarliśmy do celu – do Ośrodka „Skowronek” w Głuchołazach. Poza tym, takie przygody po czasie wspomina się z uśmiechem.

 Jak dla mnie, w porównaniu z koloniami sprzed dwóch lat, Głuchołazy są dalej tym samym, malowniczym miasteczkiem, w którym czas płynie wolniej. W tym roku spory skład kolonii stanowili nowicjusze – zarówno po stronie opiekunów, jak i po stronie podopiecznych, jednak nikomu nie przeszkadzało to w przekazywaniu sobie pozytywnej energii. Jedyne, czego tym razem trochę mi brakowało, to tzw. „życie korytarzowe”. Trzeba pamiętać o tym, że każda kolonia jest inna, wyjątkowa.

            W tym roku opiekował się mną Wojtek Banach, który do grona „Razowców” powrócił po dziewięcioletniej przerwie, przybył nie sam, a ze swoją fantastyczną rodzinką – żoną Dorotą i trojgiem dzieciaków – Mironkiem, Mają i Kubą. Jak się później okazało, o mało mógłbym nie poznać ani Wojtka, ani jego ekipy, gdyby Wojtkowi nie zmieniły się obowiązki służbowe. Na szczęście, chyba niektórzy ludzie są sobie przeznaczeni. Co do mojego opiekuna to obydwaj uzupełnialiśmy się charakterystycznym poczuciem humoru.

            Jako, że kolonia była dość liczna, zostaliśmy podzieleni na 4 grupy. Tym razem każda z nich prezentowała się w klimacie wybranego przez siebie serialu. Pojawiły się choćby: „Daleko od noszy”, „13. posterunek”, czy wykorzystane przez nas „Pamiętniki z wakacji”. Czwartą grupę przepraszam, ale nie pamiętam Waszego wyboru – zwyczajna skleroza. Wybierając „Pamiętniki…” nie mogliśmy nie wspomnieć o zeszłorocznej grypie żołądkowej, hektolitrach coli, wielu miskach, a przede wszystkim o nieocenionej pomocy pani pielęgniarki – Pani Marii, która w tym roku, na szczęście, miała zdecydowanie mniej pracy. A jeśli są „Pamiętniki…” to musi być też słynny mięsny jeż, a obok niego najbardziej oryginalny z dotychczasowych – fant, w postaci wykupionych przeze mnie… kabanosów.:P Jednym słowem – mięsny jeż rządzi! J Po raz kolejny, w czasie naszego pobytu, w Głuchołazach odbyła się 7. edycja „Kropki”, czyli Festiwalu Piosenki Turystycznej. Myślę, że na ten festiwal warto zwrócić uwagę z dwóch powodów – po pierwsze, to nasza integracja z sąsiadami (z Czechami, ze Słowacją), a po drugie - ukazanie piękna oryginalnych, niesztampowych zespołów, które nie dają ponieść się komercji. Na szczególną uwagę (według mnie) w tym roku zasługują zespoły: U Studni, Cisza Jak Ta, czy słowacki band Hrdza.

            Kolonie nie mogłyby też obyć się bez głuchołaskiej edycji programu „Mam Talent!”. Śmiem twierdzić, że w tym roku zawstydziliśmy TVN, bo tylko u nas talent-show odbył się   w konwencji Kabaretu Starszych Panów. Nasi Starsi Panowie dwaj, czyli Adam Kozubowski i Marcin Kliś, świetnie wcielili się w rolę prowadzących. Wśród występujących dominowali śpiewający, ale widzieliśmy też dość oryginalne talenty, jak choćby masaż, czy pokaz prania, którego pewnie sama Perfekcyjna Pani Domu nie zrobiłaby lepiej i dokładniej, niż Antek. Jury w składzie Małgorzata Foremniak (Aga Krawiec), Agnieszka Chylińska (Ania Bełtowska) i Kuba Wojewódzki, czyli ja, nie miało łatwego zadania, by przyznać I miejsce, dlatego wszyscy uczestnicy zwyciężyli i nawet Wojewódzki nie miał się do czego przyczepić – albo miałem słabszy dzień, albo wszystkie występy były świetne, ale zdecydowanie obstawiam tą drugą opcję. Pozostańmy jeszcze w klimacie talentu – jedną z atrakcji było oglądanie cyrkowego show. Wszystkie występy – mniej lub bardziej – zasługiwały na podziw, jednak najmocniej naszą uwagę przykuł pokaz żonglerki piłkami, akrobacje: na obręczy, z taśmami i z hula – hop. W tych występach zaprezentowali się półfinaliści polskiej edycji programu „Mam Talent!”.

            Podczas turnusu mieliśmy też okazję odwiedzić Nysę, w tym mieszczące się w niej pozostałości po fortach, byliśmy także na nyskim rynku, odbyliśmy podróż ciuchcią po mieście. Piiip – Piiip! – Hej-Hej! J Do Nysy przyjeżdżaliśmy też na kąpielisko. Można było zażywać dwojakiej kąpieli – wodnej i/lub słonecznej. Poza Nysą byliśmy też w zaprzyjaźnionej stadninie koni – ci, którzy chcieli, mogli przejechać się na koniu, a pozostali mogli je obserwować. Natomiast do Złotego Stoku zajechaliśmy na szychtę do kopalni złota. Nie obrabowaliśmy jednak samej kopalni z tego cennego kruszcu, ale dowiedzieliśmy się o nim wielu ciekawych informacji. Jest to bardzo ciężki metal, dlatego jego sztabki są takie małe. Półproduktem złota jest arszenik. Uwaga – wystarczy zaledwie 0,2 g arszeniku, by bezpośrednio zagrozić zdrowiu i życiu jednego człowieka!!! Mieliśmy również okazję odwiedzić zwierzyniec zamieszkały w opolskim zoo.Z całą odpowiedzialnością, mogę polecić ten ogród zoologiczny, a to dlatego, że zgromadzonych jest w nim wiele różnych gatunków zwierząt, a wszystkie zwierzęta znajdują się w bliskiej odległości od siebie.

            Podczas kolonii odbył się także Turniej Gier Planszowych, w którym początkowo uczestniczyło 6. graczy, ale ostatecznie stawkę zamykało 5. z nich, w tym ja. Nagrodą główną był tablet, ale tak naprawdę to nie o niego tutaj chodziło, a o dobrą zabawę. Graliśmy w 4 gry: Dixit, Puerto Rico, Wsiąść do Pociągu i Carcasone. Chodź jednokrotne zwycięstwo odniosłem w tej ostatniej grze, to najbardziej do gustu przypadła mi gra w pociągi. Rywalizacja była zacięta, właściwie do końca Turnieju, przede wszystkim pomiędzy Adamem Kozubowskim, a Marcinem Klisiem – ostatecznie tablet powędrował do Adama. Oprócz Adama, Marcina i mnie z 5. miejscem, w Turnieju brali udział: Piotrek Kantor (III miejsce) i Marcel Jacek (IV miejsce). Niestety, z rozgrywek wycofała się Ola Kanafek. Mamy nadzieję, że Turniej stanie się kolonijną tradycją.

            Ośrodek, w którym mieszkaliśmy, odwiedzili najprawdziwsi żołnierze, ale nie przybyli po to, by szturmować „Skowronka”, ale po to, by przedstawić nam żołnierzy o różnych specjalizacjach. Odwiedzili nas żołnierze z Poznańskiej Szkoły Podoficerskiej. Pojawił się m.in. żołnierz-zwiadowca i żołnierz-chemik. Można było przymierzyć np. hełm, maskę przeciwgazową, pelerynę chemiczną, czy strój maskujący. Dowiedzieliśmy się, jak ciężki jest żołnierski plecak wraz z jego wyposażeniem. Za aktywny udział w prelekcji można było otrzymać drobne upominki w postaci smyczy, długopisów czy plakatów. Istniała również możliwość zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia z żołnierzami. Jedną z większych atrakcji tego spotkania była przejażdżka wojskowym samochodem, używanym podczas wojen i misji stabilizacyjnych. Każdy chętny mógł poprosić o wykonanie makijażu kamuflażowego. Żołnierską wizytę zawdzięczamy księdzu-kapelanowi – ppor. Grzegorzowi Lachowi. Szerszą relację wzbogaconą filmikiem i fotogalerią można znaleźć tutaj  (Stan [na:] 01.08.2013 r.)

            Tradycji musiało stać się zadość – na koniec naszego dwutygodniowego pobytu w Głuchołazach, odbyła się uroczysta Agapa, czyli Uczta Miłości, podczas której wszyscy tańczyli i bawili się RAZEM, niezależnie od swoich barier, które wtedy nie miały żadnego znaczenia, Wszyscy, na pamiątkę, otrzymali pamiątkowe zdjęcia i upominki ufundowane przez jedną z firm. Świetnie bawiliśmy do późnych godzin nocnych. Pani Prezes, nie mogę darować sobie jednego – mianowicie tego, że na Agapie nie zatańczyliśmy ani jednego tańca. :Następnym razem trzeba naprawić ten błąd. J

            Na koniec przyszedł czas na podziękowania. Te największe należą się Organizatorom – Państwu Helenie i Krzysztofowi Bełtowskim, ponieważ to dzięki nim już od 20 lat [!] możemy r a z e m wyjeżdżać na kolonie i za to – DZIĘKUJEMY!!!. Mamy też prośbę o kolejne, przynajmniej 20 lat. Za opiekę medyczną dziękujemy wspomnianej już Pani Marii Kopiec, a Pani Oldze Kickiej dziękujemy za organizację zajęć sportowo-muzyczno-plastycznych. Za odprawianie mszy podziękowania należą się księdzu Sławomirowi Kołacie, a za oprawę – tę muzyczną, dziękujemy Adze Krawiec, Asi Gryz i Ani Bełtowskiej oraz tę liturgiczną – wszystkim liturgicznym pomocnikom, osobom czytającym Słowo Boże i śpiewającym psalmy. Panom kierowcom dziękujemy za bezpieczny transport podczas kolonii. Jeszcze raz dziękuję Wojtkowi, klerykom – Jakubowi i Grzegorzowi oraz pozostałym osobom za wszelką pomoc. Ekipie przy stoliku – Monice Budny, Iwonce i Krzysiowi Krzempkom oraz Adamowi Mencnarowskiemu i jego opiekunowi – Adrianowi Kopaczowi za towarzystwo i wszystkie chwile spędzone przy wspólnym spożywaniu posiłków. Adam, następnym razem, muszę wrócić do… tradycji podbierania ci sztućców. Maćkowi Małasińskiemu dziękujemy za… pączki (szczególnie dziękuje Martyna Konior) [wiecie, o co chodzi] J

            Pamiętamy też o Krystianie Dziuroku [*], którego pokonały, a bardziej – zabrały nam góry. W górach jest wszystko, co Krystian kochał i teraz zapewne wspina się na jakiś niebieski szczyt. Krystian, pamiętamy o Tobie i będziemy pamiętać. Nie mówimy: żegnaj, lecz – do zobaczenia!

            Na definitywny koniec, dziękuję wszystkim tegorocznym kolonistom za te dwa wspaniałe tygodnie. Chciałbym powiedzieć – Do zobaczenia, ale tym razem nie chcę rzucać obietnic bez pokrycia, więc napiszę tylko to – Mam nadzieję, że spotkamy się za rok!

 

Janusz Pyrkosz